Et tu, Passepartout? cz. 3

7 komentarzy

W poprzednim odcinku: morderstwo na Pacyfiku! Banany na Hawajach! Rasizm w Ameryce! Porwanie w Kanadzie!

Co jeszcze może się wydarzyć?

Zasady niniejszego dziennika:

  1. Staram się podążać najszybszą, najprostszą drogą do celu.
  2. Z własnej woli zboczę z najszybszej, najprostszej drogi do celu jeśli będę miał możliwość dokonania jakiejś znakomitej transakcji.
  3. Lub jeśli w rezultacie jakiegoś wątku fabularnego będzie to kwestia ratowania czyjegoś życia.
  4. Na koniec najważniejsza zasada – nie mogę ani razu wziąć pożyczki z banku. Jeśli skończą mi się fundusze – to koniec podróży.

Niestety, jestem jełopem i przypadkiem wykasowałem obrazki z gry, którymi dotąd ilustrowałem dziennik.

airmarshalkgoddard

Dzień 50 – Sterowiec „Karmazynowy Płatek”, Kanada

Winona Ognisty Piorun ze szczepu Oglata Lakota oskarżyła nas o handel whiskey. Uprowadziła sterowiec, którym lecieliśmy do Toronto, kierując go gdzieś na północ, do miejsca, w którym zostaniemy osądzeni.

Dzień 51 – Sterowiec „Karmazynowy Płatek”, Kanada

Kahwoka Othunwe, Latająca Wioska Siuksów, istnieje! I jest wprost niewiarygodna. Setki sterowców, balonów i innych okrętów powietrznych utrzymują ogromną konstrukcję, na której stoją całe wioski. Są tam nawet pola uprawne, i rezerwuar wody!

A, tak. Wciąż jesteśmy więźniami.

highwaypast

Dzień 52 – Kahwoka Othunwe, Kanada

Latająca Wioska nie tylko utrzymuje się w powietrzu – może również pokonywać długie dystanse. Znowu lecimy na wschód.

Dzisiaj stanęliśmy przed obliczem rady. W jej skład wchodzi pięciu przedstawicieli różnych szczepów Siuksów, dwóch Algonkinów i jeden Irokez. Ostatni członek rady zmienia się rotacyjnie, i jest reprezentantem… cóż, oni ujęli to ładniej, ale chodziło o „różnych innych”.

Winona Ognisty Piorun powtórzyła swoje oskarżenie. Zaprotestowałem, i opowiedziałem całą historię, szczerze i bez przemilczeń. Gdy skończyłem, rada przedyskutowała sprawę, po czym ogłoszono wyrok.

Oczywiście, uznano nas za niewinnych.

Winona przeprosiła nas. Następnie poinformowała, że Latająca Wioska kieruje się w stronę Quebecu – jednego z kilku bezpiecznych miast, z którymi handlują mieszkańcy Wioski – gdzie będziemy mogli wysiąść.

Dzień 53 – Kahwoka Othunwe, Kanada

Winona oprowadziła mnie po Wiosce. Pan Fogg nie wziął udziału w wycieczce. To miejsce jest niezwykłe. Zastanawiam się jednak, jaka jest jego przyszłość. Winona opowiedziała mi o szerzących się pogłoskach, zapowiadających wojnę z białymi…

tumblr_nlnuooKyaS1t7pwk2o1_500

Dni 54-55 – Kahwoka Othunwe, Kanada

[Nie jestem pewien, co się stało. Mam wrażenie, że gra dostała czkawki i na koniec podróży naliczyła mi dwa dodatkowe dni.]

55096dae2a12ed67e91e2bc42c1c81fc

Dzień 56 – Kahwoka Othunwe, Kanada

Pojedynczy sterowiec odłączył się od Latającej Wioski, by przelecieć nad wciąż odległym Quebeciem. Po długim oczekiwaniu ujrzeliśmy racę – sygnał że Wiosce nic nie grozi. Ruszyliśmy dalej. Wkrótce później wsiedliśmy na pokład niewielkiego sterowca, który wylądował w Quebecu, i wysiedliśmy.

Na miejscowym targu nie było niczego, co można by sprzedać z zyskiem w okolicy. Nikt nie oferował również dobrych pieniędzy za nasze towary. Poświęciłem parę godzin, by zorientować się, jak można opuścić miasto.

Przede mną i panem Foggiem stała trudna decyzja. Mogliśmy udać się na południe – do Ottawy, a stamtąd dalej, by ostatecznie znaleźć się w Nowym Jorku. Po drodze mogliśmy zarobić, sprzedając zebrane w trakcie podróży rzeczy.

Mogliśmy też kontynuować drogę, ruszając w kierunku północno wschodnim – bezpośrednio do Reykjaviku, albo zatrzymując się w pół drogi, na Grenlandii. Bilet do Reykjaviku kosztowałby 1600 funtów. Na Grenlandię mogliśmy się zabrać za 19 funtów. Chwilowo jeszcze nie brakowało nam pieniędzy, ale na wszelki wypadek zdecydowaliśmy się na tę tańszą opcję.

Tym bardziej, że przechadzając się po mieście natknąłem się na angielskiego dżentelmena i jego służącego, żebrzących na ulicy. Niespotykany widok! I jeszcze bardziej niezwykła historia! Otóż ci panowie podróżowali dookoła świata, ale padli ofiarą bezlitosnego złodzieja, który zostawił ich bez niczego! Poruszony do głębi, ofiarowałem im trzysta funtów.

omnibuslondon

Dzień 57 – Quebec, Kanada

Ruszyliśmy starym, wysłużonym otomańskim sterowcem na Grenlandię. Kapitan sterowca leciał zebrać raporty tamtejszej stacji meteorologicznej z ostatnich trzech miesięcy. „Śnieg, śnieg i więcej śniegu”, zawyrokowałem. Inuicki kapitan zaśmiał się, po czym stwierdził, że może i tak, ale przecież powszechnie wiadomo, że meteorologowie mają sto różnych określeń na śnieg.

Tego samego dnia byliśmy na miejscu. Stacja meteorologiczna była malutka, miała tylko jednego pracownika – Vittiego Jokonena. Przywitał nas dość chłodno, jednak szybko przypomniał sobie o manierach – jak sam mówił, odmroził je na tym zimnie. Kiedy zaczęliśmy rozmawiać, okazał się wyjątkowo miłym człowiekiem. Jego uśmiech poruszył coś we mnie, coś dawno skrywanego… ale nie będę tu o tym pisał.

Dzień 58 – Nanortalik, Grenlandia

Nasz inuicki kapitan leci dalej, do Reykjaviku. Za przelot pobierze od nas 25 funtów. Nie sądziłem, że w ten sposób zaoszczędzimy aż tyle. Ale to dopiero jutro. Dzisiaj możemy tylko siedzieć w budynku stacji, słuchając wycia wiatru i grzejąc się przy herbacie. A może i na inne sposoby. Ale nie będę tu o tym pisał.

article-0-1E853B5B00000578-352_634x415

Dzień 59 – Nanortalik, Grenlandia

Opuściliśmy stację meteorologiczną. Wiatr chyba jeszcze przybrał na sile, w zawiei nic nie widać, ale nasz kapitan pewnie prowadzi swój okręt.

Dzień 60 – Sterowiec meteorologiczny, Ocean Atlantycki

Wieczorem lecieliśmy już nad będącą duńską kolonią Islandią. Wkrótce później zacumowaliśmy w Reykjaviku. Sterowce latają stąd bezpośrednio do Londynu. Jesteśmy o krok od wygranej!

Resztę wieczoru spędziliśmy, relaksując się w gorącym źródle. Nawet pan Fogg był widocznie zadowolony. Poza źródłami, gorąca woda Islandii znajduje również ujście poprzez tryskające gejzery – ponoć są spektakularne, jednak nie dane nam będzie im zobaczyć. W drodze na Grenlandię słyszałem ponadto, że tunele gejzerów sięgają bardzo głęboko – że prowadzą aż do samego środka Ziemi!

2006aj7187-the-kaufmann-troupe-of-trick-bicyclists

Dzień 61 – Reykjavik, Dania

Mamy tak duży zapas czasu, że po raz pierwszy celowo zamarudziłem, poświęcając parę godzin na rozejrzenie się po mieście, w poszukiwaniu innych możliwych tras. Nic mi z tego nie przyszło. Jeśli tutejsze gejzery naprawdę prowadzą do środka Ziemi, nikt o tym nie mówi na ulicach.

Nie mając żadnego wyboru, wsiedliśmy na pokład sterowca lecącego do Londynu – do celu – do końca podróży.

Dzień 62 – Sterowiec „Srebrna Foka”, Ocean Atlantycki

Tylko katastrofa mogłaby nas powstrzymać.

headless-7

Dzień 63 – Sterowiec „Srebrna Foka”, Ocean Atlantycki.

Do żadnej katastrofy nie doszło. Wylądowaliśmy w Londynie, i natychmiast udaliśmy się do klubu, którego członkiem jest pan Fogg – klubu, w którym zawarł swój niezwykły zakład. Gdy jechaliśmy ulicami Londynu, wieść rozeszła się po mieście. Gdy wchodziliśmy do klubu, towarzyszył nam tłum rozemocjonowanych gapiów. Czekali w napięciu na słowa pana Fogga.

„A więc jestem”, powiedział.

Doprawdy. Mógł to odrobinę podkoloryzować. W końcu dotarliśmy z siedemnastodniowym zapasem!

Tags: ,

  • MarvelMan

    Serio, żebrzący gentelmen i jego sługa? Mam skojarzenia z filmem z 2004-go roku.

    • Krzysiek Ceran

      Nie widziałem, nie wiem, czy to celowy zabieg.

    • Krzysiek Ceran

      Ha, okazuje się, że to jest meta-zapętlenie. W niektórych punktach przecięcia szlaków podróży nie ma banku. Jeśli będąc w takim miejscu masz bardzo niskie fundusze, twoją jedyną opcją jest… żebranie. I wtedy przechodzi dżentelmen ze służącym, i rzucają ci parę setek funtów. W obecnie rozgrywanej podrózy dostałem trzysta, czyli tyle, ile sam dałem te dwie gry temu – nie wiem, czy to przypadek, czy jedno jest jakoś zależne od drugiego.

  • Elka

    Ja swojego Fogga już dwa razy wykończyłam, bo się uparłam dotrzeć na biegun Północny. Teraz jadę do Timbuktu, nie wiem czy się da, ale będziemy próbować. Olać zakłady 😀

    • Krzysiek Ceran

      Przeżycie bieguna naprawdę jest takie trudne? Wyszło mi za pierwszym razem, to nie wiem…

      • Elka

        Możliwe że go za bardzo olewałam… Ups.

        • Krzysiek Ceran

          O mój Thorze, myślałem, że już kocham tę grę, ale chyba dopiero teraz zapałałem do niej prawdziwą miłością. Grając po raz piąty, wreszcie zwiedziłem południe Afryki (nie całe, niestety) i Madagaskar. Przelot królewskim sterowcem z Madagaskaru był fantastyczny, a potem napatoczyłem się na Strażnika Rangunu i wykonałem jego questa (choć… chyba odczepiłem się od tej trasy przed końcem, i coś przegapiłem), a w ogóle to wcześniej poznałem po raz pierwszy Czarną Różę i ogólnie jestem dopiero na półmetku, a to już jest najbarwniejsze, najciekawsze i najbardziej przygodowe przejście gry, jakie mi dotąd wyszło.

          Jak na razie.