Myszmasz na piśmie #8

9 komentarzy

logo

SerialCon pochłonął nas całkowicie. W sumie mogliśmy się tego spodziewać. Mimo to jakoś tak mi głupio, że poza nagraniami z konwentu nic się wczoraj nie pojawiło, więc postanowiłem uraczyć was odcinkiem tekstowym.

Tylko nie bardzo mam o czym pisać, więc będzie o serialach. I tej jednej książce, co ją przeczytałem.

Nowiny i niespodzianki

sadflash

Kinowe Murderverse DC zdaje się tonąć. Reżyser Flasha skoczył do szalupy i opuścił podkład. Reżyser Aquamana wciąż się zastanawia. Producenci ponoć naskakują na Zacka Snydera. Nic z tego nie wróży dobrze przyszłym filmom.

Ale jak już minęlo pierwsze schadenfreude to przyznałem, że to bardzo, bardzo niedobrze. Chciałbym wreszcie znowu zobaczyć jakiś naprawdę dobry film z bohaterami DC, to raz. A jeśli Marvel nie będzie miał porządnej konkurencji, to się znowu rozleniwi, to dwa. Więc w sumie przykro się te newsy i plotki czyta.

Film

Captain-America-Civil-War-banner-101

Byłem, widziałem, napisałem recenzję. Bezspojlerową.

Książka

klamstwa-locke-a-lamory-b-iext23344939

O Kłamstwach Locke’a Lamory autorstwa Scotta Lyncha słyszałem od lat. Może zbyt często, może zbyt dobre rzeczy, bo ostatecznie lektura trochę mnie rozczarowała.

Ale od początku. Mamy do czynienia z powieścią fantasy, której tytułowy bohater przewodzi małej szajce złodziei-oszustów, wyłudzających całe fortuny od miejscowych bogaczy przy pomocy wyrafinowanych przekrętów. Pełno tu kłamstw, przebieranek, wcielania się w role – i tak dalej, i tak dalej. Bohaterowie przekraczają granice warstw społecznych, okłamując przy tym nie tylko swoje ofiary, ale i przestępczą brać Camorry, przed którą udają zwykłą bandę drobnych złodziejaszków. Ich wygodne życie zostaje wywrócone do góry nogami, gdy tajemniczy Szary Król zaczyna podkopywać pozycję miejscowego capo di tutti capi, mordując jego najbardziej lojalnych podwładnych.

Nie bez powodu sięgnąłem po ów makaronizm – Camorra to pełne kanałów, zbudowane na wyspach miasto, któremu najbliżej byłoby chyba do Wenecji. Jest również najbardziej wyrazistym bohaterem powieści. Z pozostałymi jest nieco gorzej. Locke jest dowcipny, bywa sardoniczny, zazwyczaj jest w miarę roztropny, ale zdarza mu się podejmować nierozważne decyzje. Problem w tym, że pozostali czterej członkowie gangu składają się z tych samych cech charakteru, co najwyżej z nieco innymi proporcjami. Wszyscy dają się lubić i można im kibicować, ale mogliby się bardziej różnić.

Kolejnym rozczarowaniem była konstrukcja opowieści. Parę razy autor pożycza formułę z tzw heist movies – płynnie przeplatając sceny, w których bohaterowie planują akcję lub się do niej przygotowują, ze scenami realizacji planu. Czasami pokaże akcję, a potem cofnie zegar, pokazując, co stało się przed nią. Problem w tym, że w sumie jest tego w tej całkiem obszernej książce mało. Im bliżej finału, tym mniej. Liczyłem na jakiś spektakularny końcowy zwrot akcji, coś, co wywróci wszystko do góry nogami, odsłoni kolejne dno, cokolwiek – ale nie, nic z tych rzeczy. Im bliżej finału, tym robi się zwyczajniej.

Ponadto współczesne segmenty powieści są przeplatane retrospekcjami z okresu dorastania małego Locke’a (i nie tylko). I choć niektóre z nich pozwalają lepiej zrozumieć pewne aspekty tego, co dzieje się współcześnie, większość służy tylko wyjaśnieniu, jak bohater stał się tym, kim jest. Problem w tym, że Locke nie jest skomplikowaną postacią, i nie ma tu czego wyjaśniać. Parę retrospekcji by wystarczyło, ale to jest chyba z ćwierć książki.

Mimo to w trakcie lektury bawiłem się całkiem nieźle. Bohaterowie trochę się zlewają, ale są zabawni i można ich polubić. Camorra jest całkiem nieźle przedstawiona. Świat wciąga – bardziej, niż intryga. Kiedyś sięgnę po kolejne części cyklu o Niecnych Dżentelmenach. Ale nie będzie mi się spieszyć.

Seriale

bpez9haep9ai4qeilfvv

Flash zawsze był serialem o nominalnie bardzo inteligentnych ludziach podejmujących bardzo głupie decyzje, ale to, co działo się w ostatnich odcinkach przekracza wszelkie granice. Znacie termin “Idiot Plot“? W skrócie chodzi o fabułę, która może się wydarzyć tylko dlatego, że wszyscy bohaterowie zachowują się jak idioci. Ostatnie zawirowania z Flashem i Zoomem są tego doskonałym przykładem.

A jednak nie mogę nie lubić tego seralu. Jest taki durny, ale ma tak sympatyczną obsadę. Sympatyczną i utalentowaną – oni naprawdę potrafią sprzedać nawet najgorsze kwestie. A są do tego zmuszani wyjątkowo często, bo pod względem scenariuszy ten serial regularnie leży i kwiczy.

Arrow zaś zawsze był serialem o ponurakach, którzy niczego sobie nigdy nie mówią. I przez pierwsze dwa sezony to było ok, bo przy tym rozwijał bohaterów, miał niezłych przeciwników (zwłaszcza drugi sezon) i jakieś napięcie. Trzeci sezon był pod tym względem bardzo nierówny.

Obecny… obecny nie wychodzi. Przed obejrzeniem ostatniego odcinka zacząłem się zastanawiać, co właściwie wydarzyło się w przedostatnim. Dopiero po dłuższej chwili skojarzyłem, że twórcy ubili jedną z głównych postaci. To, że coś takiego tak bardzo nie zapadło mi w pamięci to znak, że serial ma poważne problemy.

Z kolei Legends of Tomorrow to młodszy braciszek, który jest irytująco głupi, ale tak pocieszny, że nie można go nie kochać. W tym serialu nie obowiązują żadne zasady – z tymi, które Władca Czasu Rip Hunter wykłada bohaterom na czele.

“Hej, właśnie zrobiłem to wszystko, o czym nam mówiłeś, że mamy tego nie robić, bo konsekwencje będą katastrofalne.”

“Ech, może tak właśnie miało być.” *wzruszenie ramion*

Dodajmy do tego, że budżet na efekty specjalne skończył się parę odcinków temu (co było szczególnie bolesne w “Leviathanie”), a rezultatem powinno być coś, co nie daje się oglądać. A jednak. Legends of Tomorrow są takie… fajne. Niezobowiązujące, nie udające niczego, czym nie są, nie silące się na mrok i angstowanie, które regularnie obciążają Arrow i Flasha. Do tego w interakcjach między członkami z drużyny jest coś z Firefly – może dzięki temu, że grupa składa się z postaci kierujących się różnymi nakazami moralnymi (o ile w ogóle jakieś mają).

Niestety, oglądanie Agents of SHIELD znowu stało się bolesne. Postaci są przedstawiane niekonsekwentnie, nudni przeciwnicy jakimś cudem są zastępowani przez jeszcze nudniejszych, akcji brakuje napięcia. Nawet w odcinku “The Team”, który – przynajmniej koncepcyjnie – miał opierać się na suspensie i wzajemnych podejrzeniach. Próbuję napisać coś pozytywnego, ale nic mi nie przychodzi do głowy. Może tyle, że co jakiś czas zdarzają się jeszcze sympatyczne interakcje między postaciami, tak jak wtedy, gdy Fitz i Simmons postanowili wreszcie porozmawiać o tym, co między nimi jest.

Ale poza tym? Dno i metr mułu.

Na koniec zostawiłem Grę o tron, która powróciła z szóstym sezonem. Co można powiedzieć po dwóch odcinkach? Przede wszystkim w oczy rzucają się dwie rzeczy. Serial przyspieszył niemal absurdalnie – w tych dwóch odcinkach wydarzyło się chyba więcej, niż w dowolnie wybranej połowie poprzedniego sezonu. To po pierwsze. Po drugie… najwyraźniej przestaliśmy grać o tron, teraz gramy w “zabij krewnego”. Kto zabije więcej krewnych? Przekonacie się w następnym odcinku!

A poważnie – nie wiem, co o tym sądzić. Z jednej strony to miło, że akcja ruszyła do przodu. Z drugiej strony, galopuje teraz jak szalona, a to może się źle skończyć. Ale i tak będę to oglądał dalej.

Niech tylko Bronn znowu się pojawi. Brakuje mi go.

Tags: , , , , , ,

  • W GoT interesuje mnie tylko wątek Sansy (troszkę Aryi), więc mam do oglądania całe dziesięć minut. To co widziałam, jest fajne. Zupełnie chyba odbiega od książki, ale podoba mi się. No i Brianne ma wreszcie panią, która dba o jej honor. A wilkora zrobili tak, że tylko wziąć i słodziaka przytulić.
    Bronn zapewne rozsądnie wyemigrował gdzieś z żoną i czeka aż to się wszystko skończy.

    Dzięki bogom, ktoś poza mną uważa, że efekty specjalne w “Leviathan” bolą! A przecież można to było zrobić bez tego koszmarnego CGI (czy ubranie aktorów w kostiumy i ustawienie ich wśród miniaturowych drzewek byłoby zbyt oldschoolowe?).

    Tradycyjnie nie zgadzam się z opinią co do Agentów, ale szanuję Twoje zdanie :).

    • Krzysiek Ceran

      …czy ktoś uważa, że CGI w “Leviathanie” było dobre? To była animacja na poziomie Beast Wars albo Nowych przygód Johnny’ego Questa…

      • Nie do końca, argumentem było, że taka konwencja i nie ma się co czepiać. Ja jestem zdania, że konwencja konwencją, wykonanie wykonaniem i czepiać się jak najbardziej można :).

        • Krzysiek Ceran

          Jak najbardziej. To było zwyczajnie brzydkie. Gdyby zrobili to jak klasyczną Godzillę – aktorzy w gumowych kostiumach demolujący krajobraz z modeliny – to by była gra konwencją.

  • Megapodius

    Retrospekcje z kłamstw będą jeszcze ważne, przy czym bardziej w Republice Złodziei

    • Krzysiek Ceran

      …Republika złodziei to jest trzecia część cyklu, tak?

      • Mateusz Augustyn

        Tak.

        • Krzysiek Ceran

          I w trójce procentują retrospekcje z jedynki? W jaki sposób?

          • Mateusz Augustyn

            Przeczytałem dwa tomy. Wiem tylko jaki powinienem teraz czytać jeśli miałbym kontynuować.