Dziennik z linii frontu: Nadzieja umiera ostatnia

Leave a comment

XCOM traci kolejnych żołnierzy, ale pozostali przy życiu członkowie nie tracą woli walki. Ile jeszcze wytrzymają?

Zasady niniejszego dziennika:

  • Gram na normalnym poziomie trudności, w trybie Iron Man – nie mam możliwości ładowania poprzednich stanów gry. Jeśli ktoś zginie – ginie na zawsze.

  • Troje żołnierzy nosi imiona moich towarzyszy z Myszmasza i moje.

  • W każdej misji musi brać udział przynajmniej jeden z „naszych” żołnierzy, o ile są dostępni.

  • Dziennik zakończy się gdy wygram, przegram lub stracę ostatniego żołnierza z naszej trójki.

  • Nudziło mi się, więc postanowiłem tym razem pisać z perspektywy „mojego” żołnierza.

  • Pierwszy odcinek można przeczytać tutaj, drugi tutaj, a trzeci – tutaj.

13 maja 2035

Leżę w ambulatorium. Nie jestem sam, w końcu ostatnio było wielu rannych. A od wczoraj mamy tu nowe towarzystwo – rezultat operacji Stalowa Dolina. Kate, Ava, Monica i dwóch nowych – Daniel i niejaki Paweł Opydo polecieli do Sapporo, do szielnicy slumsów zwanych Pajęczym Miastem, by wykraść… coś ważnego. Dowódczyni nie mówi nam wszystkiego.

Żałuję, że nie było mnie z nimi – głównie dlatego, że chciałbym obejrzeć Avę i Monikę w akcji. Ustawiły się na dachu z widokiem na całą ulicę, na której toczyły się walki. Ani razu z niego nie zeszły i tylko siały śmierć i zniszczenie swoimi snajperkami. Brzmi fantastycznie. Tego wihajstra, co go ukradli, pilnowała Kodeks. Nawet nie wiedziałem, że jest więcej, niż jedna Kodeks – to ta cyfrowa zmora, która zabiła Mysz. Mówią mi, że tym razem Ava położyła Kodeks jednym strzałem. Coś pięknego.

Żałuję również, że nie widziałem, jak Kate po raz pierwszy hakuje robota, a ten napieprza w sectoida aż miło. Brzmi dobrze.

Więc tak, mówią mi, że misja była fantastyczna i wszyscy się wykazali. A mimo to Kate i Opydo wylądowali w ambulatorium. Które zaczęło pękać w szwach. Do tego stopnia, że znowu nie ma wystarczająco wielu żołnierzy na chodzie, by wystawić pełen oddział.

15 maja 2035

Tym bardziej, że Shen znowu przerobiła wahadłowiec i od teraz będziemy latać sześcioosobowymi ekipami. Nie próżnowała też w zbrojowni – zaczęła wydawać magnetyczne pistolety i shotguny, opracowała również upgrade dla naszych gremlinów, który ma pomóc Kate i innym specjalistom w hakowaniu.

18 maja 2035

Wyszedłem z ambulatorium, akurat by załapać się na operację Wściekły Księżyc. Ja, Ava, Jon, Daniel, Carrie i Monica. Nie, żeby dowódczyni miała jakiś wybór – tylko my trzymaliśmy się dziś na nogach. Misja była prosta – ruch oporu zablokował konwój ADVENTu na jakimś ośnieżonym, syberyjskim pustkowiu, a my mieliśmy zarąbać tyle sprzętu, ile zdołamy unieść.

Początek był świetny. Natknęliśmy się na patrol złożony z 3 sectoidów i odstrzeliliśmy wszystkich, zanim zorientowali się, co się dzieje. A potem wypadł na nas tarczownik – adwenciarz w ciężkim pancerzu, który może tworzyć pola siłowe dla siebie i stojących blisko kumpli. A miał ze sobą kumpli – gościa z paralizatorem i Kodeks. Która, oczywiście, zaczęła się replikować, gdy tylko ją drasnęliśmy. Zanim uporaliśmy się z tym cyrkiem, Jon i Ava byli ranni, a Daniel przypadkiem rozwalił część zapasów, które mieliśmy ukraść.

To nie był koniec misji, ale dalej było już trochę łatwiej. Postrzelaliśmy się z adwenciarzami, zarąbaliśmy sprzęt, wróciliśmy do domu. Nikt nie zginął, ale Jon i Ava idą na 3 tygodnie do szpitala. Bez nich będzie ciężko.

20 maja 2035

Shen zaczęła wydawać nowe karabiny snajperskie na bazie działa Gaussa. To brzmi groźnie, nie mogę się doczekać, kiedy zobaczę je w działaniu.

25 maja 2035

Operacja Pogromca Gwiazd. Wraz z Danielem, Moniką, Kate, Carrie i Megu mieliśmy uratować jakiegoś naukowca, którego przyskrzynił ADVENT. Wylądowaliśmy w mieście, pod osłoną nocy, i zaczęliśmy się przekradać ulicami w stronę opancerzonej furgonetki, która przewoziła więźnia. Wkrótce trafiliśmy na pierwszy patrol – żołnierza ADVENTu i Kodeks. Monica zdjęła Kodeks jednym strzałem ze swojej nowej snajperki. Coś pięknego.

W drugim patrolu był adwenciarz, robot i tarczownik. Tym razem Kate nie zdołała przejąć kontroli nad robotem. Wszyscy wypaliliśmy w niego czym się dało i padł. Tarczownik dał sobie i kumplowi osłonę. Kumpel zranił Carrie. Podbiegłem do tarczownika i ciąłem go mieczem, ale gość był twardy i nie padł. Carrie dobiła go granatem. Eksplodował mi tuż przed nosem. Nie zranił mnie, ale podpalił ciężarówkę, koło której staliśmy. I okolicę ciężarówki też.

Po chwili ja też się zająłem. Nikłym ogienkiem, ale i tak nie było to fajne.

Chwilę później Carrie zhakowała drzwi furgonetki i mogliśmy wyciągnąć z niej naukowca, Jun Pana. W tym momencie ADVENT wezwał posiłki. Trzech adwenciarzy wylądowało na dachu budynku, który zostawiliśmy za sobą. Tymczasem w budynku przed nami, na parterze, były dwie żmije i muton. A na dachu był nasz punkt ewakuacyjny.

Zostaliśmy wzięci w dwa ognie. Ale cel był przed nami – groźniejsi przeciwnicy zresztą też. Więc nie zastanawialiśmy się. Megu świetnym strzałem odstrzeliła dalszą żmiję, ja podbiegłem i ściąłem bliższą. Wystawiłem się przy tym mutonowi, ale nie strzelił do mnie – zamiast tego mierzył w moich kumpli, czekając, aż któryś się ruszy. To był już chyba czwarty raz, kiedy stałem praktycznie w szczerym polu, a mimo to nie zginąłem.

Chwilę później Daniel podrzucił mutonowi granat, a ja go dobiłem. Megu, Monika i Kate odstrzeliły adwenciarzy, których mieliśmy za plecami. Droga była wolna. Rzuciliśmy się biegiem. Wiedzieliśmy, że w naszą stronę lecą myśliwce ufoków. Skyranger – nasz wahadłowiec – nie mógł długo na nas czekać, więc biegliśmy ile tylko sił w nogach. Zdążyliśmy – choć zamykająca tyły Megu niemal wypluła przy tym płuca.

A, czy napisałem, że zająłem się nikłym ogienkiem? No może był nikły, ale nie miałem czasu się zgasić, więc trochę mnie poparzyło. Na tyle, że znowu idę do ambulatorium. Carrie dotrzyma mi tam towarzystwa.

30 maja 2035

Nawiązaliśmy współpracę z indonezyjskim ruchem oporu. Zasadniczo dlatego, że to po drodze do Australii i tamtejszego ruchu oporu – a w Australii znajduje się kolejna placówka ADVENTu powiązana z projektem Avatar.

2 czerwca 2035

Do ambulatorium musieli wstawić polowe łóżka. Po operacji Stalowa Dziura (…aha) dołączyła do nas Katarzyna Czajka, Kate, Monica i Paweł Opydo. Daniel i Megu wrócili z misji bez draśnięcia i są obecnie jedynymi zakwalifikowanymi do działań terenowych żołnierzami, którzy są w gotowości bojowej. Jeśli kolejna misja wyskoczy, zanim choć paru z nas powróci do zdrowia, dowódczyni będzie musiała zwerbować jakichś żółtodziobów. A jeśli dojdzie do tego, że na misję trzeba będzie wysłać oddział złożony w większości z żółtodziobów… to będzie rzeź.

5 czerwca 2035

Nawiązaliśmy kontakt z australijskim ruchem oporu. Dzięki ich pomocy będziemy mogli tr5zaatakować placówkę ADVENTu związaną z projektem Avatar, która tam się mieści. Ale dowódczyni wciąż nie ma wystarczająco wielu żołnierzy na chodzie.

8 czerwca 2035

Wciąż ich nie ma tylu, by wystawić pełny oddział. Ale nie możemy czekać. ADVENT zaatakował niezależną osadę na Syberii. Operacja Mroczna Wiedźma – uratować kogo się da. Lecę tam razem z Danielem, Carrie, Megu i dwoma świeżo zrekrutowanymi żółtodziobami, Pedro i Nicole.

A tak, czas teraźniejszy. Przed wylotem dostałem taki fajny gadżet od Shen. Ktoś jej powiedział, że prowadzę dziennik i zmajstrowała mi urządzenie, które zgrywa moje słowa i przerabia je na tekst. I nawet nie muszę głośno mówić. Ciekawe, jak ta forma się sprawdzi.

Wylądowaliśmy na uboczu “osady” – to kilka kamperów zaparkowanych dookoła małego kościółka. Dobra, mamy pierwszą grupę – dwóch mutonów i berserkera. To taki napakowany muton walczący wręcz. Koncentrujemy na nim ogień i… leży. A teraz…

Szlag, nikt nie krył mutonów. Jeden z nich podbiegł do mnie. Ciąłem mieczem, ale spudłowałem, a on dziabnął mnie elektropałką i oszołomił. Drugi podrzucił granat, raniąc mnie i Carrie. Nie wiem, jakim cudem, ale trzymam się na nogach. Na szczęście reszta nie zawiodła i odstrzeliła mutków. Mogę się podleczyć. Akurat mam ze sobą apteczkę, bo skoro nie ma z nami Kate, to ktoś musiał ją wziąć i padło na mnie.

Podchodzimy do kampera. Rozdzielamy się, żeby okrążyć go z dwóch stron. Kolejny patrol – muton, adwenciarz z elektropałką i tarczownik. Nadchodzą praktycznie z przeciwnego kierunku, więc jesteśmy osłonięci…

Problem. My się rozdzieliliśmy, obchodząc kampera, a oni nie. Praktycznie rzecz biorąc tylko połowa naszego zespołu bierze udział w strzelaninie. Moment…

Dobra, miałem okazję dziabnąć adwenciarza mieczem. Od razu mi lepiej. Koniec potyczki, na szczęście obyło się bez strat.

Naszych. Dookoła giną ludzie. Słychać krzyki. W pobliżu nie ma kolejnych patroli. Biegniemy. Im szybciej kogoś znajdziemy, tym szybciej zaczną strzelać do nas, a nie do…

Szlag, szlag, szlag. Najbliższy cywil to beztwarzowiec. Na flance właśnie wyskoczył adwenciarz z paralizatorem i robot ze wzmocnionym pancerzem.

Okej, Megu i Pedro odstrzelili beztwarzowca. Myślałem, że nie ma bata, robot rozwali któregoś z nas. Na szczęście gremlin Carrie… Od początku. Kate ma takiego drona, który może aplikować nam pierwszą pomoc, nie? Za to Carrie ma takiego, który może walczyć. Generuje taki mały impuls elektryczny, w sumie taki, jak to, co adwentowcy i mutony robią tymi swoimi elektropałkami. To nie koniec. Ten impuls jest elektromagnetyczny. A to znaczy, że na elektronikę wpływa o wiele mocniej, niż na żywe organizmy. Wystarczyła jedna taka iskierka, elektryczne pierdnięcie, by robot padł. Poezja.

To nie był koniec misji – musieliśmy uporać się jeszcze z paroma mutonami, berserkerem i beztwarzowcem. Ale dalej było już w sumie łatwo. Niestety, znowu zajęło nam to zbyt wiele czasu. Zginęło zbyt wielu mieszkańców. Dowództwo i tak ocenia misję jako sukces, ale nie ma się z czego cieszyć.

A ja wracam do ambulatorium. Dźgnięcie elektropałką i eksplodujący pod nogami granat to za dużo jak na jedną osobę. Lekarze oceniają, że minie co najmniej miesiąc, zanim wrócę do akcji.

11 czerwca 2035

Na operację Fort Jutrzenki poleciała Kate, Ava, Megu, Jon, Pedro i Daniel. Zniszczyli placówkę ADVENTu związaną z projektem Awatar. Tylko Jon wrócił ranny, a i to lekko. A ja wróciłem do zwykłego pisania, bo na cholerę komu reporterska relacja z tego, jak leżę i mnie boli.

Dobra, jak tak to piszę, to brzmi, jakby Fort Jutrzenki to była bułka z masłem, a tymczasem w pewnym momencie trzy patrole obcych wzięły naszych w krzyżowy ogień. A później musieli zmierzyć się z jakimś nowym, ciężko opancerzonym robotem. A mimo to wszyscy wrócili cali i zdrowi.

Może mieli szczęście. A może po prostu są tacy dobrzy, że do niczego mnie nie potrzebują.

Zaczynam się nad sobą użalać. Chciałbym znowu walczyć. Im szybciej stąd wyjdę, tym lepiej.

15 czerwca 2035

Nawiązaliśmy kontakt z ruchem oporu na zachodzie USA. Po raz kolejny jest to tylko krok na drodze do prawdziwego celu. Dzięki zachodnioamerykańskim kontaktom będziemy mogli nawiązać kontakt z meksykańskim ruchem oporu, dzięki któremu będziemy mogli zaatakować znajdującą się w meksyku placówkę ADVENTu.

23 czerwca

Operacja Kielich Wojny. Daniel, Ava, Kate, Carrie, Pedro i Megu polecieli do Seattle, by zniszczyć przekaźnik ADVENTu, który nadawał informacje o ruchach ruchu oporu. Zmierzyli się tam z archonami – to cyborgi, które latają na wszczepionych silnikach rakietowych. Podstawowe wersje walczyły już podczas inwazji w 2015, ale teraz zostali odpicowani. Wszczepy nie wyglądają już, jakby ktoś im je wbijał w ciało młotkiem, mają wystylizowane skrzydła i w ogóle są zrobione na jakieś egipskie bóstwa czy coś. Dziwaki.

Nasi odstrzelili w Seattle dwa takie. Giną jak wszystko inne. Misja zakończyła się sukcesem, ale Daniel i Carrie zostali ciężko ranni. Daniel leży teraz dwa łóżka dalej i chrapie.

28 czerwca 2035

Operacja Gwiezdny Smrodek (serio). Ava, Kate, Pedro, Megu, Jon i Paweł Opydo polecieli zaatakować konwój z zaopatrzeniem. Misja zakończyła się sukcesem, ale wszyscy poza Jonem wrócili ranni. A i tak mogło być gorzej – w pewnym momencie Kate została schwytana i podduszona przez żmiję. Na szczęście Megu zraniła bestię, zanim ona mogła wykończyć Kate.

1 lipca 2035

Słyszałem, że dowództwo dostało wiadomość o kolejnym konwoju z zaopatrzeniem, uziemionym gdzieś na Syberii. Można było go zaatakować. Ale po ostatniej misji znowu nie mamy tylu zdrowych żołnierzy, by wystawić pełen oddział. A że chwilowo nie stać nas na rekrutację nowych żółtodziobów, więc dowódczyni podjęła decyzję, by nie atakować. To sprawiło, że ADVENT poczuł się pewniej w tamtym regionie. Rebelianci poszli w rozsypkę i straciliśmy kontakt z tamtejszym ruchem oporu. Dowódczyni i Bradford będą musieli poświęcić sporo czasu, żeby ich znowu zorganizować.

6 lipca 2035

Nawiązaliśmy kontakt z meksykańskim ruchem oporu. A ja wyszedłem z ambulatorium. Wkrótce będziemy mogli zaatakować meksykańską placówkę ADVENTu. Mam zamiar stać w pierwszym szeregu.

7 lipca 2035

Operacja Czarny Gigant. Mamy zneutralizować Aleksieja Kuzniecowa, szychę ADVENTu. “Zneutralizować” znaczy porwać lub odstrzelić.

Lecimy. Gadżet Shen nagrywa jak należy. W skyrangerze poza mną siedzą Carrie, Ava, Megu, Pedro i Jon. Wszyscy zwarci i gotowi.

Lądujemy na dachu dużego budynku w środku miasta. Na ulicach sporo cywilów, trzeba uważać, żeby nie podnieśli alarmu. Trochę dalej – czujka. A obok wieżyczka. Pierwszy raz widzę wieżyczkę zamontowaną na poziomie ulicy.

Z dachu mamy dobry widok. Za wieżyczką jest archon i dwóch adwentowców. Dalej, koło limuzyny Kuzniecowa stoi ciężko opancerzony robot. Pilot skyrangera nadaje, że koło punktu ewakuacyjnego są dwie żmije. Innymi słowy – tłoczno na tej imprezie.

Carrie hakuje czujkę i rusza dalej. My się przegrupowujemy, ustawiamy do boju.

Szlag. Carrie próbowała zhakować wieżyczkę, ale wpadła. Ava odstrzeliła wieżyczkę, więc przynajmniej z nią nie będzie problemów, ale to koniec skradania. Zaraz się na nas… Już tu są.

Archon, adwenciarz z paralizatorem i zwykły trep wbiegli nam prosto pod lufy. Rozwaliliśmy ich, zanim wystrzelili. Ruszamy dalej.

To mój powrót do walki po miesiącu w szpitalu, chcę się wykazać. Wybiegam przed resztę. Chcę pierwszy nawiązać kontakt z następną grupą przeciwników.

Za daleko, cholera. Zauważyła mnie grupa pilnująca limuzyny. Moi są za daleko, nie pomogą w tej chwili. A tamci… Gdzie oni są?

Cholera… Zaszli mnie z boku. Nieuważny byłem, szlag. Dwa roboty i adwenciarz. Oberwałem. Jest… jest źle. Nie mogę wstać.

Pedro? Pedro, to ty?

Dzięki, stary. Nie chcę tu umierać. Uda nam się, nie?

Pedro, uważaj… Żmije. Kurde, i jeszcze archon.

Skyranger… Pedro, dzięki, uratowałeś mnie.

8 lipca 2035

Major Ceran wykrwawił się, zanim porucznik Pascal zdołał go ewakuować. Warto nadmienić, że choć oddział byl zajęty bohaterską próbą uratowania majora, i tak zdołał wykonać zadanie. Kuzniecow jest w naszych rękach.

Powinienem zniszczyć ten dziennik. Samo jego istnienie łamie nasze protokoły bezpieczeństwa. Ale nie potrafię tego zrobić. To jedyny zapis życia odważnego żołnierza, który poświęcił wszystko w imię sprawy. Przechowam go w bezpiecznym miejscu.

Myślę, że majora Cerana ucieszyłoby zapewnienie, że XCOM walczy dalej.

Vigilo confido, majorze.

– Komendant John Bradford

Tags: , ,